• Opis
  • Ekonomiści
  • Bieżący panel
  • Panele

08.04. 2021

Inflacja, model rozwoju Polski, kapitalizm angloamerykański i kontynentalny.

Linki do odpowiedzi na pytania będą aktywne do czwartku 8 kwietnia.

Przejdź do odpowiedzi

Podwyższona inflacja oraz obniżone stop procentowe są pożądane dopóki na gospodarkę Polski wpływa szok pandemiczny.

Liczba respondentów: 27

Źródło: Panel Ekonomistów Polskich
4%

Zdecydowanie tak

26%

Tak

11%

Nie wiem

48%

Nie

11%

Zdecydowanie nie

Zobacz odpowiedzi respondentów

Udzielona
odpowiedź:
Nie

Komentarz:

Wydaje się, że pytane jest niedokładnie sformułowane. Pożądanym działaniem jest podwyższenie podaży pieniądza, co można uczynić m.in. obniżając stopy procentowe. Inflacja jest z kolei niepożądanym skutkiem tej zmiany, który może, ale nie musi nastąpić.

Udzielona
odpowiedź:
Nie wiem

Maciej Albinowski

doktor nauk ekonomicznych

Udzielona
odpowiedź:
Nie

Komentarz:

Łagodne przejście przez szok pandemiczny nie jest uzależnione od dostarczenia firmom i gospodarstwom domowym nisko oprocentowanego kredytu. Kluczowe jest zapewnienie odszkodowań dla firm, których działalność musiała zostać ograniczona. A także wsparcie dla osób bezrobotnych, którym trudno jest teraz poszukiwać pracy.
Podwyższona inflacja i obniżone stopy procentowe ułatwiają państwu finansować takie wsparcie. Ale rolą banku centralnego nie jest ułatwiać pozyskiwania funduszy dla rządu. Szczególnie gdy rząd mógł zawiesić wypłacanie 13-tych emerytur oraz, wspólnie z opozycją, dostosować reguły fiskalne do nadzwyczajnej sytuacji i ryzyka przekroczeczenia przez dług 60% PKB.
Utrzymujące się w Polsce od 2019 r. ujemne realne stopy procentowe mają niekorzystne efekty strukturalne. M. in. powodują nieuzasadnioną redystrybucję oraz podbijają ceny niektórych aktywów, m.in. nieruchomości. Podwyższona inflacja może przełożyć się na trwałą zmianę oczekiwań inflacyjnych.

Piotr Bartkiewicz

ekonomista, Pekao S.A.

Udzielona
odpowiedź:
Tak

Komentarz:

Poziom stóp procentowych jest kwestią dyskusyjną - uważam za wysoce prawdopodobne to, że przy obecnych poziomach krótkoterminowych nominalnych stóp procentowych ich koszty (via wynik finansowy, kapitały własne sektora bankowego i jego zdolność kredytowania gospodarki niefinansowej) są większe od korzyści. Nie jest mi znana żadna kompleksowa ocena tego stanu rzeczy, pozostaję więc w ostatecznym rozrachunku agnostykiem.

Podwyższoną inflację - zakładając zakotwiczenie oczekiwań inflacyjnych i "podwyższony" poziom rozumiany jako górna połówka pasma dopuszczalnych odchyleń od celu (to nie musi trwać wiecznie, więc bank centralny musi zachowywać czujność) - uważam za korzystną okoliczność z kilku powodów: (1) sztywności nominalne (płac, cen i zobowiązań podmiotów gospodarczych); (2) większą niż w normalnych czasach niepewność pomiarową; (3) potencjalnie duże zaburzenie cen względnych (ze względu na (1) łatwiej o rynkową ich korektę przy wyższym wzroście średniego poziomu cen); (4) amortyzacja negatywnego szoku podażowego. Z drugiej strony, kombinacja silnej dezinflacji (czy wręcz deflacji) i negatywnego szoku do realnego PKB jest zapewne gorszym złem w tej sytuacji.

Piotr Bielski

Dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w Santander Bank Polska.

Udzielona
odpowiedź:
Tak

Komentarz:

Dopóki covidowa niepewność nie ustępuje, NIECO podwyższona inflacja nie powinna być kluczowym zmartwieniem, może wręcz ułatwić firmom radzenie sobie z zaburzeniami. Ale już w 2022 jeśli ryzyko nawrotu pandemii wyraźnie zmaleje, wzrost gospodarczy będzie już mocno rozkręcony, a inflacja w tendencji wzrostowej, zbytnie zwlekanie z normalizacją polityki pieniężnej może być błędem i przynieść więcej problemów niż korzyści.

Maciej Bitner

Absolwent ekonomii i filozofii UW, członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Udzielona
odpowiedź:
Nie

Komentarz:

Obniżenie stop procentowych w reakcji na szok pandemiczny jest słuszne, jednak nie jest właściwą sytuacja, w której inflacji pozwala się na odejście od celu. Na razie jednak do tego nie doszło, inflacja jest w dopuszczalnym paśmie wahań. Gdyby miała dalej rosnąć, powyżej 3,5 proc. stopy należy podnieść beż względu na pandemię.

Maciej Bukowski

Doktor nauk ekonomicznych.

Udzielona
odpowiedź:
Nie

Komentarz:

Polityka pieniężna powinna patrzeć w przyszłość a nie w przeszłość. Szok pandemiczny się kończy, oznaki ożywienia są wszędzie, prognozy mówią o bardzo dużym wzroście gospodarczym na całym świecie w tym w Polsce. Centralną częścią polityki pieniężnej jest kształtowanie oczekiwań a te powinny przeciwdziałać zakorzenieniu się wysokiej inflacji. Obecna praktyka idzie dokładnie w przeciwną stronę.

Hanna Cichy

Analityczka ds. gospodarczych w Polityce Insight

Udzielona
odpowiedź:
Tak

Komentarz:

Dopóki pandemia ogranicza naszą gospodarkę, jest za wcześnie na podwyżki stóp. Podwyższona inflacja nie jest w tym momencie pożądana, ale jest pewnym złem koniecznym. Obecnie pożądanym działaniem ze strony RPP byłoby uwzględnienie ryzyka inflacyjnego w komunikacji i sygnalizowanie gotowości do podwyżek stóp, gdy tylko sytuacja pandemiczna się ustabilizuje. Negowanie istnienia wysokiej inflacji prowadzi jedynie do wzrostu oczekiwań inflacyjnych i spadku zaufania do RPP.
Co więcej, w obecnym kryzysie wysokość stóp ma przede wszystkim oddziaływanie psychologiczne. Ich obniżki, ani inne instrumenty dla banków (kredyt wekslowy) nie wygenerowały zwiększonej akcji kredytowej, która mogłaby wesprzeć wzrost gospodarczy. Podobnie umiarkowane podwyżki nie powinny doprowadzić do znacznego zacieśnienia dostępu do finansowania.

Adam Czerniak

Adam Czerniak jest dyrektorem ds. badań w think-tanku Polityka Insight.

Udzielona
odpowiedź:
Nie

Komentarz:

Przyzwolenie na podwyższoną inflację jest uzasadnione w sytuacji istnienia ujemnej luki popytowej. Obecna inflacja w dużej części spowodowana jest jednak narastającymi ograniczeniami podażowymi, w tym także tymi związanymi z pandemią. W takiej sytuacji istnieje wysokie ryzyko wzrostu oczekiwań inflacyjnych, które utrzymają szybki wzrost cen także w okresie post-pandemicznego boomu. Dlatego retoryka banków centralnych powinna być nakierowana na studzenie tych oczekiwań i podnoszenie oprocentowania dla średnio i długofalowych pożyczek, tak aby można było rozpocząć proces normalizacji polityki pieniężnej w momencie rozpoczęcia ożywienia.

Paweł Dobrowolski

ekonomista

Udzielona
odpowiedź:
Nie

Komentarz:

i) W teorii tak. Ułatwia relatywne dostosowanie cen. Stanowi powszechny podatek od oszczędności, co można uznać za sposób finansowania przeciwdziałania pandemii.

ii) W praktyce podwyższona inflacja często rośnie i rośnie, aż jej koszt przewyższa teoretycznie możliwe korzyści z łagodzenia skutków kryzysu.

iii) W Polsce oczekiwania inflacyjne przedsiębiorstw i konsumentów rosną już od pół dekady. Dane z Polski i świata sugerują dynamiczne odbicie gospodarek.

iv) Jest spore ryzyko, że ci którzy dziś zachwalają zalety inflacji niebawem będą tłumaczyć, że nie mieli na myśli tak wysokiej inflacji. Więcej inflacji dziś zmniejsza dolegliwość szoku COVID, ale tworzy koszty w przyszłości.

Sławomir Dudek

prezes i główny ekonomista Instytutu Finansów Publicznych (IFP) | dr n. ekon. @SGHWarsaw | Towarzystwo Ekonomistów Polskich | b. dyr. analiz @MF_GOV_PL

Udzielona
odpowiedź:
Zdecydowanie nie

Komentarz:

Polityka stóp procentowych jest nieadekwatna do zagrożeń inflacyjnych w Polsce. Podwyższona inflacja przy zerowych stopach wywołuje presję do alokowania oszczędności w innych aktywach i powoduje ryzyko nadmiernego wzrostu cen na tych rynkach, wywołuje też redystrybucję od biedniejszych gospodarstw domowych do bogatszych, które mogą sie lepiej chronić przed ujemnymi stopami procentowymi. Ponadto w średnim terminie, odroczony popyt, fundusze europejskiej mogą spotęgować presję na wzrost cen, a awersja polskich władz monetarnych do reakcji stanowi dodatkowy element ryzyka.

Andrzej Halesiak

Ekonomista, członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich oraz Rady Programowej Kongresu Obywatelskiego.

Udzielona
odpowiedź:
Nie

Komentarz:

Nie. Mamy specyficzne uwarunkowania, w którym klasyczne podejście do polityki makroekonomicznej nie sprawdza się. Głównym elementem tej specyfiki jest bardzo silne zróżnicowanie sytuacji branż/sektorów (odzwierciedla to koncepcja odbicia w kształcie litery K) oraz powody tego zróżnicowania (mają one charakter strukturalny, a nie koniunkturalny). W tej sytuacji stopy procentowe są narzędziem nieefektywnym, gdyż nie rozróżniają tego dualizmu. Niskie (takie jakie mamy) stopy nie są w stanie wspomóc tych, którzy są w grupie silnie, strukturalnie dotkniętych przez kryzys, z kolei doprowadzają do „przegrzania” tam gdzie koniunktura jest dobra i wywołują negatywne skutki uboczne (np. wypychanie oszczędności gospodarstw domowych w spekulację; rynek nieruchomości, rynek kapitałowy). Rozwiązanie? Stopy procentowe na poziomie przed-COVID-owym w połączeniu z nieoprocentowanymi kredytami (z opcją umorzenia przy spełnieniu określonych warunków) dla branż strukturalnie dotkniętych przez COVID. Tego typu finansowanie powinno być zapewniane przez bank centralny (należący do niego „bad bank”), a nie rząd aby nie prowadzić do eskalacji zadłużenia publicznego.
Polityka stóp powinna być powiązana z utrzymaniem inflacji w celu, a procesy inflacyjne powinny być analizowane w szerokim kontekście, np. tego co dzieje się z cenami nieruchomości.

Monika Köppl-Turyna

dr hab nauk ekonomicznych

Udzielona
odpowiedź:
Tak

Marcin Kędzierski

Doktor ekonomii, adiunkt w Katedrze Studiów Europejskich Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Udzielona
odpowiedź:
Tak

Komentarz:

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Niewątpliwie z perspektywy budżetu państwa inflacja stanowi jedno z narzędzi zwiększania dochodów podatkowych i obniżania ogromnego deficytu (choć nawet przy braku inflacji ten impuls fiskalny należy ocenić pozytywnie). Dodatkowo, z perspektywy polityki fiskalnej wyższa inflacja zmniejsza relatywny cieżar nieindeksowanych świadczeń społecznych (głównie 500+)

Co więcej, podwyższona nieznacznie inflacja może zwiększać skłonność do konsumpcji, o ile radykalnie nie zmniejszy się poziom dochodów. Zważywszy jednak, że w ostatnich latach nastąpił wyraźny wzrost poziomu realnych dochodów, wzrost inflacji nie jest aż tak dotkliwy, jak byłby jeszcze kilka lat wcześniej. Z drugiej strony, koszty wzrostu inflacji rozkładają się nierównomiernie i relatywnie najbardziej uderzają w osoby o najniższych dochodach, także za sprawą spadku realnej wartości świadczenia 500+. Dlatego należałoby analizować wzrost poziomu cen dla różnych grup dochodowych/koszyków zakupów.

Jednocześnie niskie stopy procentowe będą prowadzić do bańki na rynku nieruchomości, co wraz z bezrobociem pandemicznym wśród młodych będzie mieć istotne negatywne skutki dla szans rozwojowych najmłodszego pokolenia. Dodatkowo, niskie stopy nie stanowią (jak dotąd) raczej zachęty do inwestycji.

Podsumowując, zaznaczam "tak", ale z dużym poziomem niepewności.

Piotr Koryś

Historyk gospodarki i ekonomista.

Udzielona
odpowiedź:
Nie

Łukasz Kozłowski

główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

Udzielona
odpowiedź:
Nie

Komentarz:

Nie dostrzegam istotnych pozytywów płynących z podwyższonej inflacji, natomiast jej przedłużone występowanie niesie ze sobą ryzyko odkotwiczenia oczekiwań inflacyjnych konsumentów. W warunkach pandemicznych obniżone stopy procentowe również w ograniczonym stopniu wpływają na pobudzenie konsumpcji gospodarstw domowych oraz aktywności przedsiębiorstw – jedyne, co istotnie poprawiają, to warunki finansowania programów pomocowych rządu. Z drugiej strony, warunki kryzysu pandemicznego nie są też dobrym czasem na zacieśnianie monetarne. Należałoby jednak ponownie rozważyć zasadność istniejącego modelu opodatkowania aktywów instytucji finansowych, który w środowisku stóp procentowych bliskich zera szczególnie zakłóca funkcjonowanie systemu finansowego.

Aleksander Łaszek

Doktor nauk ekonomicznych

Udzielona
odpowiedź:
Nie

Tomasz Makarewicz

Juniorprofessur na Uniwersytecie w Bielefeld

Udzielona
odpowiedź:
Nie

Komentarz:

Na tle gospodarki światowej, Polska ma się nieźle: mamy bardzo niskie bezrobocie i optymistyczne prognozy wzrostu gospodarczego, więc NBP z całą pewnością ma przestrzeń na ewentualne podwyżki stóp procentowych. Z drugiej strony, inflacja jest relatywnie wysoka na tle ubiegłej dekady, tylko że ta ubiegła dekada jest tak w ogóle czasem rekordowo niskiej inflacji. W istocie aktualne trzy punkty procentowe to niewiele ponad cel inflacyjny sprzed recesji 2008 roku. W międzyczasie pandemii nie uda się opanować do czasu zaszczepienia większości Polek i Polaków, i wciąż stanowi zagrożenie dla gospodarki. Moim zdaniem, NBP powinien do końca roku prowadzić „gołębią” politykę i nie podwyższać stóp procentowych zbyt szybko, przynajmniej dopóki nie pojawią się projekcje inflacji wykraczającej poza jakieś 5%.

Ignacy Morawski

założyciel i szef SpotData, dyrektor działu raportów i analiz

Udzielona
odpowiedź:
Tak

Komentarz:

Trzeba pewnie najpierw zadać pytanie, w jaki sposób podwyższona inflacja i niskie stopy będą wpisywały się w równowagę polskiej gospodarki (lub jakiejkolwiek innej). Jeżeli miałyby generować gwałtowną wyprzedaż waluty, to pewnie nie byłyby pożądane. Wszystko zależy od kontekstu.
W polskim kontekście uważam, że odpowiedź na to pytanie powinna brzmieć TAK. Jeżeli jako "podwyższoną inflację" rozumiemy poziomy inflacji w okolicach 3-4 proc., a nie 5-10 proc., to zdecydowanie tak. Lekko podwyższona inflacja generuje wyższą dynamikę zysków firm, co przy niskich stopach procentowych powinno przyspieszyć ożywienie inwestycji. Jednocześnie ujemne realne stopy procentowe są lepszą formą redukcji zadłużenia niż oszczędności fiskalne, powodujące bezrobocie, lub niewypłacalności, powodująca osłabienie sektora finansowego.

Wojciech Paczos

wykładowca w Cardiff University i Polskiej Akademii Nauk

Udzielona
odpowiedź:
Zdecydowanie tak

Komentarz:

Wśród ekonomistów nie ma jednoznacznej zgody na temat tego w jaki sposób pandemia wpłynie na inflację. W mojej opinii szok pandemiczny spowoduje podwyższenie inflacji, choć część tego efektu nie będzie widoczna we wskaźniku. Tłumaczę to zjawisko w tym podcaście: https://www.bankier.pl/wiadomosc/Wojciech-Paczos-dla-Bankier-pl-Inflacja-bedzie-wyzsza-Ale-to-nie-szkodzi-7957937.html

Inflacja jest szkodliwa dla gospodarki, w szczególności dlatego, że działa jak podatek regresywny - najbardziej uderza w najuboższych. To trudny moment dla polityki gospodarczej. Mimo wszystko, w mojej ocenie jest za wcześnie na podnoszenie stóp procentowych. Bank centralny może tolerować odrobinę wyższą inflację (do około 4-5%) ale tylko jeśli to nie zagrozi do zdektowiczeniem oczekiwań inflacyjnych. Jednocześnie potrzebny jest nowy policy-mix. Zanim nastąpi podwyżka stóp procentowych powinna nastąpić podwyżka podatków: pozwoli to osiągnąć podobny efekt ograniczenia nadwyżkowego popytu oraz jednocześnie poprawi (zamiast pogarszać) stabilność finansów publicznych.

Jan Rutkowski

Ekonomista Banku Światowego i Instytutu Badań Strukturalnych

Udzielona
odpowiedź:
Tak

Komentarz:

Inflacja na pewno nie jest pożądana, ale jest ceną jaką trzeba zapłacić za pobudzanie gospodarki. Jednak cena to nie powinna być zbyt wysoka - trzeba szukać delikatnej równowagi miedzy podtrzymywaniem popytu a wzrostem cen. Trzeba też mieć na uwadze ryzyko wzrostu oczekiwań inflacyjnych i tym samym spirali płac i cen.

Andrzej Rzońca

Profesor SGH

Udzielona
odpowiedź:
Zdecydowanie nie

Komentarz:

Inflacja na wiele sposobów hamuje wzrost gospodarki
•tPo pierwsze, pogłębia niepewność. Ponieważ jedne ceny mogą być zmieniane częściej, a inne rzadziej, zaburza relację cen poszczególnych towarów i usług, a tym samym utrudnia ocenę, co warto produkować, a czego nie. Obniżając wiarygodność rządzących i skłaniając ich do przedstawiania nierealistycznych planów jej ograniczenia, utrudnia przewidzenie, jak ceny będą rosły w przyszłości, a w efekcie – określenie własnych cen. W konsekwencji, skróceniu ulegają umowy. Trudniejsze staje się też przewidzenie, jakich odsetek zażądają wierzyciele i w jakim stopniu koszty, księgowane w cenach historycznych, będą pokrywały się z rzeczywiście poniesionymi nakładami. Wreszcie, ponieważ nie ma ekonomicznego uzasadnienia dla dopuszczania do wysokiej inflacji, może być ona traktowana przez ludzi jako sygnał nieobliczalności rządzących. Niepewność wywołana inflacją może skłonić część przedsiębiorców do odłożenia inwestycji. Inni zaś, podejmując decyzje o inwestowaniu, mogą popełniać więcej błędów niż w warunkach stabilności cen.
•tInflacja pogarsza jakość wydawania środków publicznych. Ministerstwo finansów, tworząc projekt budżetu, ponosi – podobnie jak przedsiębiorcy i gospodarstwa domowe – koszty związane ze zdobyciem informacji o kształtowaniu się cen poszczególnych towarów i usług oraz – dodatkowo – koszty sprawdzenia informacji przekazywanych przez dysponentów środków publicznych w poszczególnych dziedzinach, którzy mogą starać się wykorzystać inflację do uzyskania z budżetu dodatkowych środków.
•tInflacja utrudnia rozwój pośrednictwa finansowego. Zniechęca do trzymania oszczędności w pieniądzu, a w efekcie zmniejsza pulę środków, służących bankom do finansowania kredytów. Stanowi podatek nakładany na realną wartość funduszy własnych posiadanych przez przedsiębiorstwa, których zaangażowanie w inwestycje stanowi często warunek otrzymania kredytu. Spadek środków własnych przedsiębiorstw na skutek obciążenia ich podatkiem inflacyjnym może być pogłębiany przez ich własne decyzje mające na celu uchronienie się przed tym podatkiem. Inflacja zmniejsza nie tylko skłonność, ale i zdolność przedsiębiorstw do gromadzenia środków własnych, bo ogranicza zyskowność przedsiębiorstw. Jednocześnie, utrudniając bankom identyfikację zyskownych projektów, może skłaniać je do żądania od kredytobiorców sfinansowania większej części projektu ze środków własnych niż w warunkach stabilności cen.
•tInflacja stanowi podatek od posiadanej przez ludzi gotówki. Może też zwiększać inne ciężary podatkowe. Władze z opóźnieniem waloryzują limity ulg i odliczeń, czy wysokość progów podatkowych, lub nie robią tego wcale. Wymagają od przedsiębiorstw księgowania kosztów w cenach historycznych (co jest szczególnie dotkliwe w przypadku inwestycji, których koszty rozlicza się w ciągu kilku lat). Wreszcie, często opodatkowują całość dochodów z oszczędności (np. odsetki od depozytów bankowych), a nie tylko tę ich część, która pozostaje po zniwelowaniu spadku siły nabywczej oszczędności wywołanego inflacją.
•tInflacja zmusza ludzi do ponoszenia zbędnych wydatków. Z jednej strony, przedsiębiorcy, często zmieniając ceny, ponoszą koszty druku cenników, naklejania nowych cen na sprzedawane produkty, przekonania do zmiany cen klientów itp. Z drugiej strony, ludzie, chcąc się zabezpieczyć przed podatkiem inflacyjnym, muszą częściej zamieniać gotówkę na oszczędności i oszczędności na gotówkę, i ponosić koszty tych transakcji.

Ze względu na różny stopień przewidywalności inflacji (w różnych krajach i w czasie), a także różnice (i zmiany) np. w systemach podatkowych, wielkość kosztów, jakie powoduje inflacja może różnić się zarówno między krajami, jak również w danym kraju między poszczególnymi przedziałami czasu. Jednak zawsze jest zjawiskiem kosztownym.

Podobnie, stopy procentowe bliskie zera szkodzą wzrostowi gospodarki.
•tPo pierwsze, przy stopach procentowych bliskich zera, bankom komercyjnym nie opłaca się rozwijać akcji kredytowej. Opłaca się im natomiast odnawiać kredyty dla nieefektywnych firm, bo nie muszą wtedy wykazywać, że kredyty te są nie do odzyskania. Odpisanie ich w straty zmuszałoby banki do zabiegania u inwestorów o dodatkowy kapitał wymagany przez regulatora, a nie są one w stanie zapewnić im wystarczających zysków. Kredytowa kroplówka dla nieefektywnych firm prowadzi do rosnącej „zombifikacji” gospodarki. Dużo mniej przedsiębiorstw wychodzi z rynku. To jednak utrudnia nowym podmiotom wejście na rynek. Mają one bowiem mniejsze szanse na przejęcie istniejącego majątku produkcyjnego, który w całości jest uwięziony w od dawna działających firmach. Muszą więc kupować zupełnie nowe maszyny, jak również wyciągać pracowników z istniejących firm. I jedno i drugie jest drogie. Na wielkie znaczenie dla innowacyjności gospodarki przesuwania zasobów od mniej do bardziej efektywnych firm („kreatywna destrukcja”) zwracał uwagę Schumpeter. Mniej wejść i wyjść zwiększa znaczenie innowacji we wcześniej powstałych firmach, ale one nie są w stanie skompensować skutków zombifikacji dla innowacji gospodarki. Albowiem innowacje są zwykle wprowadzane albo przez nowe podmioty, albo pod presją konkurencyjną z ich strony. Zombifikacja jest formą miękkiego ograniczenia budżetowego, które osłabia rynkową konkurencję, co sprawia, że innowacje są mniej potrzebne firmom obecnym na rynku.
•tPo drugie, politycy, zwłaszcza o populistycznym nastawieniu, będą odsuwać pro-wzrostowe reformy, by nie narażać się rozmaitym grupom, jeśli mogą liczyć na tanie finansowanie. Ale bez reform istotna poprawa sytuacji gospodarczej nie może nastąpić, bo jest hamowana m.in. przez firmy „zombi” i przez inne bariery, np. antyrynkowe regulacje rozmaitych sektorów, zdeformowany system podatkowy, nadmierną i chaotyczną legislację. Istnieje wiele badań empirycznych potwierdzających, że możliwość taniego finansowania wydatków państwa opóźnia niezbędne reformy. Opóźnienie to często jest przy tym na tyle duże, że prowadzi do kryzysu. Dopiero odcięcie od finansowania wymusza na rządzących wprowadzenie reform.

Arkadiusz Sieroń

doktor nauk ekonomicznych

Udzielona
odpowiedź:
Zdecydowanie nie

Piotr Soroczyński

Główny Ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej.

Udzielona
odpowiedź:
Nie wiem

Komentarz:

To powinny być dwa różne pytania (albo może nawet ich więcej).

Podwyższona inflacja nie jest pożądana. Nawet jeśli czasem wskazuje się, że daje ona szansę na wprowadzanie pewnych dopasowani w gospodarce (zwłaszcza w zakresie zmniejszania realnej płacy).

Mamy obecnie inflację kosztową. Silnie pędzoną - wprost lub pośrednio - działaniami administracji. Utrzymuje się na tyle długo i na poziomie na tyle wysokim, że grozi to obecnie wzrostem sentymentu do powszechnego wprowadzania systemów rewaloryzacyjnych we wszystkich aspektach życia gospodarczo społecznego. A jak warto przypomnieć - inflację można uznać za znikoma jeśli uczestnicy życia gospodarczego nie uwzględniają jej powszechnie w swoich decyzjach (nie zakładają potrzeby stosowania rewaloryzacji). Jesteśmy bliscy wejścia w powszechne mechanizmy rewaloryzacyjne, a to prosta droga na zakotwiczenie inflacji na podwyższonym poziomie.


Obniżone ponad miarę stopy procentowe to efekt tak pandemii jak i obecnego (w polityce głównych banków centralnych świata) od wielu lat utrzymywania niekonwencjonalnie nisko stóp podstawowych. My jako my utrzymując je potencjalnie wyraźnie wyżej niż inni - nastawilibyśmy się na dodatkowe ryzyka, tracili pewne szanse. Stąd i dopasowanie u nas. Jest ono też ważne i potrzebne z powodów walki z pandemią.

Trzeba jednak pamiętać, że zaniżone stopy to równocześnie element wykonywania pokaźnego transferu środków od deponentów do kredytobiorców (nieotrzymane przez deponentów odsetki, niższe niż powinny odsetki zapłacone przez kredytobiorców). Te transfery to nawet kilkadziesiąt miliardów zloty rocznie (czyli są porównywalne skalą z wpływami z daniny takiej jak CIT czy PIT). Jeśli miałyby utrzymać się dłużej, mogłyby zmienić istotnie postrzeganie świata przez deponentów. I wywołać dość silnej reakcje – np. wycofanie sporej części środków z banków i przeznaczenie ich na konsumpcję lub utrzymywanie ich poza bankami (w gotówce, kruszcach, nieruchomościach).