Usuniecie limitu długu z konstytucji przyczyni się do rozwoju Polski.
Liczba respondentów: 24
Zdecydowanie tak
Tak
Nie wiem
Nie
Zdecydowanie nie
Udzielona
odpowiedź:
Nie wiem
Obecna sytuacja jest niewątpliwie wyjątkowa i nie przewidziana przy ustalaniu w konstytucji sztywnego limitu długu.
Jednakże, to, czy zmiana limitu przyczyni się do rozwoju Polski zależy w znacznej mierze od tego jak wydatkowane będą ewentualne dodatkowe środki.
Udzielona
odpowiedź:
Nie
Moja odpowiedź nie oznacza bynajmniej, że dyskusja o zmianach w polskich ramach fiskalnych, w tym dot. limitu zadłużenia, nie jest potrzebna. W pierwszej kolejności zaznaczmy jednak, że w sytuacji, gdy limit długu jest odnoszony do długu liczonego wg metodyki krajowej, liczne "furtki" pozwalają już obecnie zwiększać wydatki sektora finansów publicznych w taki sposób, że choć prowadzą one do wzrostu rzeczywistego zadłużenia, to nie jest to odzwierciedlone w państwowym długu publicznym. Limity zadłużenia są w ten sposób omijane, a więc są "bezzębne" i de facto nie przeciwdziałają ekspansji fiskalnej. Przez wiele lat (gdy powyższe furtki nie były tak wykorzystywane) limit długu stanowił ważną kotwicę dla stabilności finansów publicznych, która zwiększała wiarygodność Polski. Obecnie jednak limit długu na poziomie 60% PKB, ale z licznymi możliwościami jego obchodzenia, jest dużo słabszą kotwicą niż miałoby to miejsce w przypadku nieco wyższego limitu, ale dla długu zdefiniowanego wg metodyki unijnej, gdzie takich furtek już nie ma.
Uważam, że dyskusja o zmianach w ramach fiskalnych, w tym o limicie długu, jest potrzebna. Zmiany te nie powinny jednak sprowadzać się do korekt wprowadzanych ad hoc (w reakcji na bieżące potrzeby) w odniesieniu do wybranych tylko elementów (np. limitu długu), ale powinny mieć charakter kompleksowy i powinny być wypracowane w drodze otwartej debaty. W szczególności dyskusja powinna obejmować takie zagadnienia jak odejście od ułomnej definicji sektora finansów publicznych wg metodyki krajowej, uszczelnienie stabilizującej reguły wydatkowej, zdefiniowanie klauzul wyjścia pozwalających na zwiększenie wydatków w sytuacjach nadzwyczajnych (nawet gdyby miało to prowadzić do tymczasowego przekroczenia limitów zadłużenia), czy zasadność stosowania tzw. złotych reguł - odnoszących się do wybranych kategorii wydatków inwestycyjnych. Ważnym zagadnieniem powinna być także spójność polskich ram fiskalnych z zasadami obowiązującymi w UE. Limity zadłużenia mogłyby zostać zniesione albo inaczej zdefiniowane, o ile w ich miejsce wprowadzone byłyby inne reguły, które stanowiłyby ważną kotwicę dla stabilności finansów publicznych w Polsce.
Udzielona
odpowiedź:
Nie
Reguły fiskalne powinny sprawiać, że partie polityczne nie konkurują między sobą propozycjami finansowania wydatków zwiększonym długiem. Niestety wyborcy zazwyczaj nie monitorują wysokości długu publicznego ani nie są w stanie ocenić jego dłuogookresowych skutków.
Polska ma wiele możliwości, żeby trwale zredukować dług poniżej limitu konstytucyjnego. Te możliwości (m.in. prywatyzacja, ograniczenie niepotrzebnych transferów) nie zaszkodzą rozwojowi.
Udzielona
odpowiedź:
Nie wiem
Można sobie wyobrazić praktycznie dowolne scenariusze, od idealnego świata, w którym przejściowy wzrost zadłużenia pozwala sfinansować wydatki o dużym zwrocie społecznym lub nawet podnoszące produkt potencjalny, do antyutopii z lawinowym wzrostem zadłużenia i inflacji. Istnieje też scenariusz typu status quo, w którym świat z i bez limitu długu różnią jedynie etykiety, którymi opatrzone są papiery wartościowe. Zniesienie limitu długu samo w sobie nie niesie żadnych konkretnych konsekwencji. Liczy się to, jakie decyzje faktycznie zapadną po ewentualnym usunięciu limitu - tego z kolei się nie podejmuję prognozować.
Udzielona
odpowiedź:
Nie
Udzielona
odpowiedź:
Zdecydowanie nie
Konstytucyjna bariera długu to jedyna bariera przed dalszym wzrostem antyrozwojowych wydatków podyktowanych wyłącznie kalendarzem wyborczym. Poza tym przyjęcie euro, co uważam za korzystne, ciągle teoretycznie wymaga 60% długu do PKB na wejściu. Gdyby jedno i drugie się zmieniło, co nie jest na razie prawdopodobne, można w przyszłości myśleć o wyższym progu, żeby wykorzystać dla produktywnych wydatków publicznych niskie koszty finansowania.
Udzielona
odpowiedź:
Nie
Udzielona
odpowiedź:
Zdecydowanie nie
Usunięcie lub modyfikacja limitów zadłużenia ułatwi rządowi szybki wzrost wydatków publicznych bez konieczności równoległego zwiększania dochodów. W krótkim okresie wyższe wydatki mogą mieć pozytywny wpływ na dynamikę PKB – np. wydatki na ochronę miejsc pracy w trakcie lockdownu, które ograniczyły spadki konsumpcji i zapobiegły erozji potencjału produkcyjnego.
W dłuższej perspektywie nielimitowana możliwość zwiększania zadłużenia publicznego (i wydatków) zniechęca decydentów do uwzględniania długoterminowych konsekwencji ich polityki, wprowadzania reform (np. ograniczających wydatki emerytalne) i ułatwia „kupowanie głosów” poprzez mało efektywne, ale łatwe do wprowadzenia i szybko odczuwalne dla wyborców ulgi czy transfery.
Samo zwiększanie wydatków publicznych nie jest gwarantem rozwoju gospodarki – muszą być to wydatki mądre, np. inwestycje w kapitał ludzki (edukacja, zdrowie publiczne) czy kluczową infrastrukturę. Dopóki decydenci nie znajdą motywacji do odpowiedzialnej, długofalowej polityki w postaci preferencji wyborców (np. ze względu na niedostateczną edukację ekonomiczną) utrzymywanie reguł fiskalnych, dobrze umocowanych legislacyjnie (czyli w konstytucji lub na poziomie ponadnarodowym) będzie wsparciem dla prowadzenia prorozwojowej polityki.
Udzielona
odpowiedź:
Nie
Limity długu, gdzie by nie były wpisane, same w sobie ani nie stymulują, ani nie ograniczają rozwoju gospodarczego. Dlatego zniesienie ich obowiązywania jest również bez znaczenia dla rozwoju. Oczywiście można argumentować, że zniesienie limitu długu umożliwi zwiększenie wydatków publicznych, co z kolei będzie stymulowało rozwój gospodarki. Myślenie takie jest jednak w najlepszym wypadku krótkowzroczne, a w najgorszym obarczone poważnym błędem logicznym. Poziom długu jest bowiem czymś co w ekonomii nazywa się zasobem, wydatki są natomiast strumieniem, a zmiana zasobu nie ma trwałego wpływu na zmianę strumienia. Upraszczając: jeżeli podniesiemy limit długu dla Nibylandii, która wykorzystała cały dozwolony poziom zadłużenia, ze 100 do 101 mld zł w roku T, to oczywiście w roku T możemy zwiększyć poziom wydatków publicznych o 1 mld zł ponad poziom dochodów. W roku T+1 Nibylandia będzie musiała albo dalej podnosić limit zadłużenia albo podnieść dochody podatkowe. Dlatego wzrost wydatków służących rozwojowi prędzej czy później musi się wiązać ze wzrostem innego strumienia, czyli dochodów. W przeciwnym razie dług będzie rósł coraz szybciej, co jest równoznaczne z kryzysem fiskalnym.
Udzielona
odpowiedź:
Zdecydowanie nie
Wyższe zadłużenie (do PKB) państw bogatszych od Polski nie dowodzi, że zadłużanie daje rozwój. Zwiększanie zadłużenia w normalnych latach uniemożliwi skokowe zwiększanie zadłużenia gdy najbardziej będzie potrzebne.
Owszem dług publiczny państw najbardziej rozwiniętych rośnie od ponad pół wieku. Wzrósł z ok 40% w latach 1970ych do powyżej 80% obecnie. Ekonomia nie dala przekonywującego teoretycznego wyjaśnienia tego wzrostu. A jego empiryczne opisy są kontestowane.
Przy obecnym stanie wiedzy: średniej wielkości średnio zamożna gospodarka – Polska – powinna zachować możliwość skokowego zwiększenia zadłużenia, by niwelować szoki gospodarcze, które zachwiać mogą naszym rozwojem.
Udzielona
odpowiedź:
Nie wiem
W Polsce jest miejsce na wielkie inwestycje publiczne, które przyniosą zwrot w długim okresie: wyższe wynagrodzenie nauczycieli, wyższe wydatki na ochronę zdrowia i, szeroko rozumiane, przeciwdziałanie zmianom klimatycznym. Możemy też myśleć o działaniach przeciwdziałających negatywnym skutkom pandemii, takim jak wzrost bezrobocia i wzrost upadłości przedsiębiorstw, jako o podobnych inwestycjach, gdyż bez interwencji rzadu konsekwencje kryzysu mogą być długofalowe. Część z tych inwestycji może się nawet w długim okresie sama spłacić z perspektywy finansów publicznych dzięki wyższym dochodom podatkowym w przyszłości. Jeśli usunięcie limitu długu publicznego byłoby powiązane z rozsądnymi inwestycjami w tych obszarach, jak najbardziej może się to przyczynić do rozwoju Polski. Wymagałoby to współpracy koalicji rządzącej i opozycji, aby zapewnić, że plan będzie kontynuowany niezależnie od wyników przyszłych wyborów.
Jeśli jednak zniesienie limitu długu nie wiązałoby się z tego typu długookresowymi inwestycjami, obawiam się że usunięcie limitu długu mogłoby mieć negatywne skutki dla rozwoju Polski z powodu mniejszej dyscypliny w wydatkach publicznych, wypychania kapitału prywatnego oraz większego ryzyka wystąpienia kryzysu finansów publicznych.
Udzielona
odpowiedź:
Zdecydowanie nie
Reguły długu wpisane do konstytucji są najskuteczniejszymi hamulcami przed ryzykownym zwiększaniem zadłużenia, które może się skończyć kryzysem fiskalnym. Są one najwyżej oceniane przez agencje ratingowe i rynki finansowe. Są też m.in. wysoko oceniane w tzw. indeksie reguł fiskalnych KE. Jednak reguła długu to jest tylko sufit. Musi jej towarzyszyć reguła operacyjna, najlepiej wydatkowa (ale w innych krajach bywają to reguły deficytu strukturalnego), która daje wskazówki dla polityki fiskalnej kiedy jesteśmy poniżej limitów konstytucyjnych. Reguły operacyjne powinny chronić finanse publiczne przed przekroczeniem progów konstytucyjnych. Powinny dawać bufor bezpieczeństwa na takie kryzysy jak mamy teraz. W historii gospodarczej Świata mamy wiele przykładów kryzysów fiskalnych, które zniweczyły wieloletni rozwój gospodarczy, cofnęły gospodarki tych Państw o wiele lat wstecz.
Udzielona
odpowiedź:
Nie
Rozwój Polski nie jest pochodną wielkości długu publicznego, ale tego czy zwiększa się złożoność i produktywność aktywów, które w niej są wykorzystywane. Paradoksalnie tani pieniądz (z którym dziś powszechnie mamy do czynienia) zachęca do finansowania „czego popadnie”, co z kolei grozi pogarszaniem się jakości akumulowanych aktywów z negatywnymi konsekwencjami dla wzrostu. W tej sytuacji limit długu powinien pozostać, co nie oznacza że nie można rozmawiać o jego wysokości, szczególnie w kontekście ryzyk nowych globalnych zjawisk kryzysowych. Taka dyskusja powinna jednak dotyczyć pełnego zestawu rozwiązań instytucjonalnych, zapewniających właściwą alokację publicznych środków, tak by były one wykorzystywane z korzyścią dla obecnego i przyszłych pokoleń.
Udzielona
odpowiedź:
Nie
Przy obecnym pomieszaniu poglądów na temat możliwości i celowości zadłużania się państw i istniejących mechanizmach politycznych, zniesienie przeszkody dla zwiększania długu publicznego może prowadzić do jego stałego wzrostu. Uważam, że funkcjonujące w Polsce rozwiązania ograniczające możliwości wzrostu długu publicznego nie są hamulcem rozwoju kraju, natomiast ich demontaż, ułatwiający zwiększanie długu publicznego, mógłby się przyczynić do spowolnienia wzrostu gospodarczego Polski w dłuższym okresie.
Udzielona
odpowiedź:
Nie wiem
Rozwój Polski to pojęcie tak szerokie, że można je rozumieć na szereg sposobów, dlatego odpowiedź brzmi "nie wiem".
Natomiast usunięcie limitu długu z Konstytucji z pewnością może zwiększyć pole manewru polityki gospodarczej, zwłaszcza mając na uwadze fakt, że zadłużenie prywatne z perspektywy społeczno-gospodarczej jest naznaczone znacznie większym ryzykiem generowania systemowej niestabilności. W tym sensie za zasadne uznaję argumenty za podniesieniem progu/zniesieniem progu zadłużenia w Konstytucji, tym bardziej, że rządzący w swoich decyzjach dot. zadłużenia i tak muszą brać pod uwagę rynkową wycenę obligacji, na którą nie mają wpływu (inna sprawa, że wiarygodność państwa zależy od szeregu innych czynników, często niemających wiele wspólnego z długiem).
Udzielona
odpowiedź:
Zdecydowanie nie
Konstytucyjny limit długu został ustalony na rozsądnym poziomie, a potencjalne konsekwencje nieodpowiedzialnej polityki budżetowej, powodującej znaczący wzrost zadłużenia sektora finansów publicznych nie mogą być lekceważone. Nie mam przekonania, że dodatkowy dług zaciągnięty po zniesieniu limitu zostałby przeznaczony na racjonalne ekonomicznie inwestycje – spodziewałbym się raczej krótkowzrocznego zaciągania długu na pokrycie wydatków bieżących.
Udzielona
odpowiedź:
Zdecydowanie tak
Wśród krajów Unii Europejskiej jedynie Polska i Słowacja mają w konstytucji zamieszczone adnotacje o limicie długu publicznego. Średnia krajów UE jest znacznie wyższa (w 2019 roku było to prawie 80%). Dotychczasowa obsługa długu nie stanowi problemu, a rządy powinny mieć możliwość szybkiego reagowania w takich sytuacjach jak COVID-19 i rosnące lawinowo bezrobocie. Nowe inwestycje są potrzebne (szczególnie "zielone", wpisujące się w politykę UE i związane z nowymi technologiami), bez wkładu państwa nie zostaną one tak szeroko zrealizowane.
Udzielona
odpowiedź:
Zdecydowanie nie
Limity powstały w odpowiedzi na negatywne doświadczenia wielu krajów z nadmiernym zadłużaniem. Gdzie jest granica oddzielająca rozsądny poziom długu od nadmiernego jest płynna, zależy zawsze od sytuacji na świecie i stanu gospodarki danego kraju - to co dla jednych będzie ok, dla innych może być zabójcze. W naszym regionie negatywne doświadczenie z nadmiernym zadłużeniem miały przede wszystkim Węgry i Słowenia; w Polsce to właśnie limit długu powstrzymywał dotychczas polityków przed swobodnym zadłużaniem, choć nie raz mieli na to ochotę. Dyskusja o limicie długu jest zresztą politycznie znacznie wygodniejsza dla rządu niż analiza efektywności wydatków publicznych czy przywilejów podatkowych.
Udzielona
odpowiedź:
Zdecydowanie nie
Barierą rozwoju Polski nie jest limit długu publicznego, to źle zidentyfikowany problem. Barierą jest m.in. niedostatek wysokiej jakości projektów w sektorze publicznym, które są odpowiednio przygotowane, "policzone" i możliwe do realizacji przy istniejących ograniczeniach zasobowych (m.in. kapitał ludzki) i organizacyjnych. Dla Polski ogromnym wyzwaniem będzie produktywne wykorzystanie środków, jakie mogą trafić po ostatnim szczycie Rady Europejskiej. Projekty dot. transformacji regionów górniczych (tzw. just transition) czy neutralności klimatycznej to zupełnie inna skala trudności niż budowa ścieżek rowerowych czy placów zabaw. Jest też problem odpowiednich bodźców. Proponujący porzucenie limitu długu zakładają, że władze polityczne będą działać jak modelach lub podręcznikach, tzn. wybiorą projekty maksymalizujace tzw. społeczny dobrobyt.
Udzielona
odpowiedź:
Nie
Limit dlugu jest zabezpieczeniem przed ryzykiem populizmu gospodarczego. W Polsce ryzyko to wydaje sie dosc istotne. Zniesienie limitu grozi nieodpowiedzialnym zadluzeniem w celu finansowania transferow socjalnych (majacych na celu kupno poparcia politycznego), a nie inwestycji w infrastrukture i uslugi publiczne. Limitu znosic wiec nie nalezy. Mozna natomiast dyskutowac o jego wysokosci. Jesli da sie wykazac, ze 60% PKB jest "binding constraint" dla rozwoju Polski, to limit ten nalezaloby podniesc. W tym celu konieczne sa rzeczowe analizy ekonomiczne, a nie tylko wiara, ze wyzszy limit przyczyni sie do rozwoju.
Udzielona
odpowiedź:
Zdecydowanie nie
Dobrze zorganizowane kraje wyróżniają się niskim długiem publicznym, a nie wysokim, i to pod każdą szerokością geograficzną (zob. Estonię, Danię, Islandię, Norwegię i Szwecję w Europie, Hongkong i Tajwan w Azji, Chile w Ameryce Południowej, czy Botswanę w Afryce). Nie ma przykładu ani jednego kraju, którego wzrost przyspieszyłby w wyniku zwiększenia długu publicznego. Jest natomiast całe mnóstwo krajów, w których doprowadziło ono do załamania wzrostu lub stagnacji. Takie złe doświadczenia z długiem ma również Polska, która za gierkowski boom na kredyt zapłaciła w latach 1978-1982 kryzysem o głębokości porównywalnej do Wielkiego Kryzysu z lat trzydziestych XX wieku. Doprowadził on do tego, że PKB na mieszkańca w naszym kraju pod koniec lat osiemdziesiątych był podobny do tego z początku lat siedemdziesiątych. Straciliśmy dwie dekady wzrostu gospodarczego. To istotnie pogłębiło zapóźnienie Polski wobec Zachodu.
Udzielona
odpowiedź:
Zdecydowanie nie
W długim terminie patrząc wzrost długu ma ograniczony wpływ na tempo rozwoju i poziom rozwoju. (Choć owszem w krótkim terminie może być pomocny, zwłaszcza w sytuacjach awaryjnych). Co istotne w długim terminie patrząc wysoki dług spłaszcza tempo wzrostu, bo silnie obciąża gospodarkę kosztami obsługi długu (które to środki można by w sytuacji braku długu spożytkować na cele prowzrostowe, promocję gospodarki, wykup wrogiej nam konkurencji ...). Zdjęcie lub nawet tylko radykalne podwyższenie limitu nie da dodatkowego wzrostu w długim terminie. Rozważane może być jako pozytywne tylko w kontekście istnienia wentyli bezpieczeństwa w skrajnie wyjątkowych sytuacjach awaryjnych.
Udzielona
odpowiedź:
Zdecydowanie nie
Limit długu nie blokuje rozwoju Polski. Nawet przyjmując, że istnieją dobre powody do zaciągania długu publicznego, to politycy bardzo rzadko się nimi kierują. Polityka antycykliczna mogłaby być takim powodem, ale kiedy przestaje być już potrzebna to dług wcale nie spada. Inwestycje publiczne mogłyby być takim powodem, ale zmiany długu nie są wcale ich znaczącym determinantem. Fatás, Ghosh, Panizza, i Presbitero (2019) zrobili bardzo prostą regresję dla 19 krajów OECD i okazało się, że tylko 4% emitowanego długu jest związane z inwestycjami publicznymi: https://www.oxfordscholarship.com/view/10.1093/oso/9780198850823.001.0001/oso-9780198850823-chapter-4 Jeżeli politycy będą mogli wydawać pieniądze bez nakładania nowych podatków, tylko finansować je długiem, to będą to robili. Konstytucyjny limit długu utwardza ich ograniczenie budżetowe i ułatwia obywatelom rozliczanie władzy.
Udzielona
odpowiedź:
Nie
Reguły fiskalne są po to aby chronić przed nieodpowiedzialną polityką makro-ekonomiczną. Samo usunięcie limitu może spowodować dwa efekty: pierwszy (wizerunkowy) polegający na osłabieniu wiarygodności prowadzonej polityki makroekonomicznej, co w rezultacie podroży koszt obsługi długu publicznego; drugi (rzeczywisty) polegający na zachęcaniu do spirali politycznych obietnic wydatków ponad możliwości finansowe państwa (czyli wtedy gdy koszt obsługi długu przekracza stopę wzrostu PKB).
Uszczelnienie stabilizującej reguły wydatkowej poprzez włączenie do niej wszystkich operacji pozabudżetowych przyczyni się do rozwoju Polski.
Liczba respondentów: 24
Zdecydowanie tak
Tak
Nie wiem
Nie
Zdecydowanie nie
Udzielona
odpowiedź:
Tak
Włączenie wszystkich, czy też prawie wszystkich operacji pozabudżetowych do stabilizującej reguły wydatkowej z całą pewnością zwiększy przejrzystość finansów publicznych>
Większa przejrzystość powinna prowadzić do większej jakości wydatków.
Udzielona
odpowiedź:
Tak
Odpowiedź "TAK" warunkowa, tj. przy spełnieniu kryteriów, o których niżej.
Zacznijmy jednak od tego, że nieszczelna reguła powoduje, iż istniejące luki są wykorzystywane do realizacji dodatkowych wydatków, które nie są objęte ograniczeniami zdefiniowanymi w obecnych ramach fiskalnych (przykładem jest tzw. Fundusz Solidarnościowy). W konsekwencji stabilizująca reguła wydatkowa przestaje być efektywna. Im częściej oraz w im większym stopniu reguła jest obchodzona, tym mniejsze jest jej znaczenie jako kotwicy stabilizującej finanse publiczne. W tym kontekście, uszczelnienie reguły pozwoliłoby zwiększyć stabilność finansów publicznych, w szczególności poprzez ograniczenie ryzyka nadmiernej ekspansji fiskalnej w okresie ożywienia, co tym samym zwiększyłoby możliwości wspierania gospodarki w okresie dekoniunktury. Takie wzmocnienie ram fiskalnych sprzyjałoby rozwojowi polskiej gospodarki.
Równocześnie należy rozprawić się z mitem, jakoby reguła miała w Polsce silnie ograniczać wydatki w ostatnich latach. W praktyce, w czasie obowiązywania reguły, wzrost wydatków sektora finansów publicznych w Polsce (w różnym ujęciu: nominalnie, realnie, czy w relacji do PKB) należał do najwyższych w UE. Dyskusje w gronie ekonomistów pokazują, że sam mechanizm reguły jest generalnie uważany za właściwy i potrzebny (oczywiście, zawsze znajdziemy przeciwników i tego poglądu), natomiast różnice w ocenie występują w odniesieniu do jej szczegółów, w tym stworzenia dodatkowej przestrzeni na niektóre wydatki inwestycyjne (ważny sposób ich zdefiniowania) czy tzw. mechanizmów korekty, w szczególności limitów długu, po przekroczeniu których te korekty są uruchamiane. O tych szczegółach warto rozmawiać, natomiast sama reguła (jej mechanizm) powinna stanowić fundament polskich finansów publicznych. W szczególności ogranicza ona nadmierny wzrost wydatków w tzw. "dobrych czasach", równocześnie pozwalając na wzrost wydatków w relacji do PKB w okresie dekoniunktury. Dodatkowo, klauzule wyjścia umożliwiają czasowe odejście od stosowania reguły, dzięki czemu nie powinna ona ograniczać możliwości wspierania gospodarki w sytuacjach nadzwyczajnych. Gdyby się jednak okazało, że obecnie zdefiniowane klauzule, w tym zasady powrotu do stosowania reguły, ograniczają możliwości wspierania gospodarki w wychodzeniu z kryzysu, wówczas te zasady powinny być odpowiednio skorygowane. Zmiany te nie powinny być jednak wprowadzane ad hoc "kuchennymi drzwiami", lecz w drodze dialogu społecznego i komunikowane w sposób przejrzysty.
Udzielona
odpowiedź:
Zdecydowanie tak
Obecna sytuacja pokazuje, że reguły fiskalne powinny bazować na obliczeniach Eurostatu. To chyba najlepsza metoda, żeby przywrócić ich działanie.
Udzielona
odpowiedź:
Nie wiem
Celem takiej konsolidacji zadłużenia powinno być w pierwszej kolejności zwiększenie transparentności finansów publicznych. Jej domniemana prorozwojowość (lub jej brak) zależy od różnego rodzaju technicznych szczegółów tej operacji, które to pytanie pomija (wpływ na kwotę wydatków, definicję wyniku i długu sektora, wartości progowe wyniku i długu sektora), a które decydowałyby o nastawieniu polityki fiskalnej po takiej operacji. Dodatkowo, jej rozpatrywanie w oderwaniu od konstytucyjnego limitu długu i implikacji jego osiągnięcia jest moim zdaniem problematyczne.